W trwającej właśnie debacie na temat właściwości działań Sejmu w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego przewija się argument, że „zwierzchnia władza Sejmu” i koncepcja „że ‘wola narodu’ jest uosabiana zawsze przez aktualną większość parlamentarną” (M. Safjan) są niezgodne, między innymi, z brytyjską ideą ‘rule of law’. Ten argument jest znacznie przerysowany: w Wielkiej Brytanii suwerenność Parlamentu jest najwyższą zasadą konstytucyjną. Gdyby londyński Parlament zrobił to co zrobił Sejm, żaden sąd nie mógłby tego kwestionować.
Nie jest moim celem obrona działań ani obecnego, ani poprzedniego Sejmu. Chcę jedynie wyjaśnić fundamentalną różnicę między brytyjską zasadą ‘rule of law’ a tym jak jest ona przedstawiana w polskiej debacie publicznej.
Originally published on the Judicial Power Project website, 26 November 2015
The debate over removing the explicit reference to an overarching duty to comply with international law from the Ministerial Code is of direct relevance to the question of the relationship between domestic law and EU law. The EU’s supreme court, the Court of Justice in Luxembourg (‘CJEU’), has a somewhat imperialistic vision of its own power and of the relationship between EU law and national law. According to this vision, the CJEU is the sole arbiter of the limits of its own authority, as well as of the limits of the EU’s competences. However, the UK Supreme Court has recently suggested in HS2 and in Pham that this vision is at odds with UK law. From the perspective of UK law, it is UK law that has the final say on the nature and scope of both the legal effect of EU law and of the CJEU’s jurisprudence.
Originally published on the Int’l J. Const. L. Blog, July 8, 2015
Much will be written about Obergefell v Hodges, the momentous decision of the US Supreme Court endorsing a constitutional right to same-sex marriage, but in this short blog post I will limit myself to one aspect of the judgment: does it constitute unconstitutional constitutional change?
It may seem a strange question to ask about a judgment of a supreme court with a recognized broad power of judicial review and yet my prediction is that at least some critics of Obergefell will portray it as just that – unconstitutional change in American constitutional law (some already have – if not in these exact words – e.g., Ryan Anderson and David Upham on SCOTUSblog). Reading the dissent penned by Chief Justice John Roberts, one can hardly escape an impression that this is what Chief Justice accuses the Court’s majority of (see, e.g., his dissent at 2-3). I do not think that as a matter of positive law this particular charge ultimately succeeds, but this is not a claim I shall hazard to defend fully in such a short text.
W marcu informowałem o ostatecznym zwycięstwie z Prezydentem RP przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w sprawie o to, czy opinie konstytucjonalistów o tzw. ustawie o OFE z 2011 r. stanowią informację publiczną. Ja zawsze utrzymywałem, że tak jest, strona prezydencka, że nie. Niestety, mimo przegranego procesu, prezydenccy urzędnicy wciąż opierają się przed elementarną jawnością procesu tworzenia prawa.
W ciągnącej się już od 2011 r. mojej sprawie sądowej z Prezydentem RP o dostęp do ekspertyz konstytucjonalistów o tzw. ustawie o OFE zapadł dziś kolejny wyrok na niekorzyść Prezydenta, ostatecznie stwierdzający, że Prezydent niezgodne z prawem utrzymuje, że sporządzane dla niego opinie ekspertów nie stanowią informacji publicznej.
Tragedia w Kamieniu Pomorskim przewidywalnie wywołała falę politycznych deklaracji jak to należy natychmiast zmieniać prawo w ramach walki z pijanymi kierowcami. Nie winię polityków za takie zachowanie - wezwanie do rozwagi i niepodejmowania pochopnych decyzji nie buduje słupków poparcia. Dlatego właśnie tak ważne jest, by politykom uniemożliwić zmienianie prawa z dnia na dzień po każdej głośnej tragedii.
Od ponad dwóch lat walczę przed sądami administracyjnymi o udostępnienie przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego ekspertyz konstytucjonalistów, na które powoływał się uzasadniając wobec opinii publicznej swoją decyzję o podpisaniu tzw. ustawy o OFE w 2011 r. Sprawa trafiła nawet do Trybunału Konstytucyjnego, który właśnie wydał swój wyrok.
Po deregulacji prawnicy powinni pogodzić się z tym, że praktyka prawa niekoniecznie będzie prowadzić do zamożności a prawnik nie zawsze musi być “kimś”. I nie ma w tym nic złego!
Wróciłem do Polski kilka dni temu i każdego dnia ktoś dostarcza mi rozrywki. Wczoraj ‘ustawa śmieciowa’, a dziś kolejny krytyk ‘pauperyzacji’ zawodów prawniczych w wyniku deregulacji (‘Gowinizacji’) - Artur Sikorski.
W swoim tekście na NaTemat Krytyk lamentuje, że deregulacja choć słuszna jako idea powinna była ominąć prawników (każda grupa chroniona twierdzi, że deregulacja powinna ominąć akurat ich). Zaraz potem dodaje: “Każdy ma prawo do pracy, ale nie każdy będzie miał pracę z prawem - to smutne dla młodych prawników.”